Wyzwanie: lot i trzy godziny w centrum Amsterdamu. Zrobić dobre zdjęcie, na którym nie ma tulipanów (no może jedno zdjęcie😉), różowej ulicy i wiatraków. Czy się udało? Zapraszam do zdjęć.
Poranny lot dał dobre światło o dobrej godzinie. Pozostało dobrze wykorzystać te warunki. Oprócz tradycyjnych chmurek, skrzydła samolotu za oknem pojawiły się fajne kadry okolic Amsterdamu, przy podejściu do lądowania.
Potem Amsterdam właściwy. Niedzielny poranek, a więc tuż po sobotniej nocy, ruch poniżej wieczornej normy.
Na koniec wizyta w Bredzie. Tu czasu starczył na zrobienie kilku „pocztówek” z lokalną katedrą w różnych odsłonach dnia i nocy.
I to było na tyle holenderskich widoków…












Najczęstsze skojarzenie w tym rejonami to piasek. A jednak…
Inny stan umysłu
…czyli Wolsztyn 3 maja 2025