Lekko nie było.. Tak jak widać, zrobienie prostego kadru, przy przemieszczających się dzieciach pod łokciami, było wyzwaniem.
…a na paradzie parowozów, główna atrakcja to … parada parowozów😉, czyli… czarne bestie mkną tuż przed publicznością, pojedynczo, połączone w zestawy trzech maszyn, w jedną stronę, z powrotem. Dużo dymu i sadzy, gwizdy maszyn, no o to chodziło😉!
Czas na (krótką) chwilę oddechu. Przenosimy się do parowozowni. „Oddech” przy wyziewach parowozów to oczywiście lekki eufemizm 😉 ale na pewno jest spokojniej niż na paradzie. Można zagłębić się w ciemne otchłanie hangarów i zrobić kadr w bliższym kontakcie z czarnymi potworami.
Na koniec dnia, wisienka na torcie… Wieczorny pokaz z cyklu światło i dźwięk. Jak mówił prowadzący: „parowóz to jedyny pojazd, który można poczuć wszystkimi zmysłami, z ciepłem, dźwiękiem i zapachem włącznie” 🙂 Wyglądało to imponująco, Wytaczające się maszyny, w kłębach pary, przy pokazie świateł i muzyce dobranej do kraju pochodzenia parowozu (np. dla parowozu z Czech było to oczywiście Karol Gott i Helena Vondrackova a dla polskiego „Lokomotywa z ogłoszenia” Perfectu).
Całość pokazu uwieńczył wjazd jedynego parowozu z Wolsztyna, w służbie czynnej w Polsce, obsługującego codzienne lokalne trasy: Pm47 przy dźwiękach Czerwonych Gitar: wsiąść do pociągu, byle jakiego…
























Najczęstsze skojarzenie w tym rejonami to piasek. A jednak…
Inny stan umysłu
Kilka godzin na spacer po Amsetrdamie. Czy to miejsce tylko na zdjęcia kanałów i tulipanów 😊?